poniedziałek, lutego 01, 2016

W7 POWER PUFF - TEST GĄBEK DO MAKIJAŻU CZ. 2

Dzień dobry!



Gąbeczki do makijażu, odkąd pierwszy raz po nie sięgnęłam, zrewolucjonizowały mój makijaż. Uważam je za swoje odkrycie 2015 roku. Dzięki nim nakładanie podkładów palcami czy pędzlem, w moim przypadku, praktycznie stało się przeszłością. Moja pełna niedoskonałości cera, wymaga bowiem mocnego krycia, a jak zapewne wiecie, o naturalny makijaż wtedy bardzo trudno. Palcami czy przy użyciu pędzla, efekt maski osiągałam niestety zdecydowanie za często. Dopiero gąbeczki sprawiły, że moją cerę pokrywa ultracienka warstwa podkładu, bardzo dobrze stopiona ze skórą (dzięki wilgoci). Co dla mnie najistotniejsze, zachowuję maksimum krycia, przy minimalnej ilości podkładu. Sztuczna maska zdarza mi się teraz głównie wtedy, gdy mam bardzo przesuszoną skórę, bo na takiej każdy podkład wygląda, mówiąc najprościej fatalnie. 

Przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie tym razem gąbeczka do makijażu brytyjskiej marki W7 o wdzięcznej nazwie "POWER PUFF". Jeśli ta fioletowa "gruszka" Was zaciekawiła zapraszam po więcej...

 






Moja poprzednia gąbeczka od Donegal służyła mi ok. pół roku i byłam z niej bardzo zadowolona. Dość długo rozglądałam się za jej godną następczynią, nie mogąc się zdecydować, bo wybór naprawdę jest spory. Teraz dużo marek  oferujących akcesoria do makijażu wypuszcza na rynek swoją, mniej lub bardziej udaną wersję słynnego i kultowego już beauty blendera. Jako, że lubię eksperymentować, tym razem postawiłam nie tylko na inny kolor gąbeczki, ale i na odmienny kształt!
Jej cena jest porównywalna do Donegal - obie kosztują ok.14 zł, z przesyłką (Power Puff dostępna głównie w sieci) jest to koszt ok 20 zł i więcej.




Power Puff ma bowiem piękny, delikatny wrzosowy odcień (który od razu mnie urzekł) i kształt przypominający GRUSZKĘ. Byłam pewna, iż to "wcięcie" pośrodku gąbeczki sprawi, że jeszcze lepiej będzie mi się z nią pracowało. Owszem taki kształt jest praktyczny, komfortowy i dobrze trzyma się w dłoni, lecz chyba nieco bardziej przypadło mi do gustu pod tym względem tradycyjne "jajo". 




PORÓWNANIE POWER PUFF & BLENDING SPONGE

Zdecydowanie łatwiej będzie mi opisać aktualną gąbeczkę mając już pewien punkt odniesienia w postaci Blending Sponge. Tak więc, obie gąbeczki mają identyczny rozmiar przed namoczeniem jak i po (widoczny na zdjęciach). Różnicą jest przede wszystkim twardość, która zmienia się w zależności od tego czy gąbeczki są suche- wtedy POWER PUFF jest bardziej miękka, a Blending Sponge - twardsza. Po namoczeniu, sytuacja ulega odwróceniu - POWER PUFF jest twardsza, a gąbeczka od Donegal staje się miękka i plastyczna. Przyznam szczerze, że jednak lepiej pracowało mi się z różowym jajem Donegal. POWER PUFF ma bowiem już na pierwszy rzut oka, wyraźnie bardziej zbitą strukturę, która sprawia, że jest ogólnie twardsza i mniej plastyczna od różowej siostry. Jest to odczuwalne zwłaszcza na skórze, podczas aplikacji podkładu- POWER PUFF dość twardo i topornie uderza w buzię w trakcie stemplowania, a Blending Sponge był na tyle miękki, że było to przyjemne i niemal niewyczuwalne. Twardsza struktura sprawia też, że gąbeczka pochłania mniej wody oraz moim zdaniem nieco gorzej radzi sobie z nakładaniem podkładów - trzeba się więcej napracować. Mam jednak nadzieję, iż z czasem, w miarę dłuższego użytkowania i prania, nieco zmięknie ;) Zbita i twardsza struktura ma jednak 2 ważne zalety. Po pierwsze czyści się o wiele lepiej i szybciej niż ta od Donegal  (podczas prania uwydatnia się szczególnie  jej gładkość, dzięki czemu zmniejsza się tracie a brud szybciej znika). Po drugie, jest bardziej odporna na uszkodzenia, głównie podczas jej mycia. POWER PUFF nie będzie się zatem tak kruszył  i odpadał jak Blending Sponge. Minusem POWER PUFF jest jednak fakt, że pochłania i marnuje więcej podkładu  niż jajo Donegal. Jak widać coś za coś. 





PODSUMOWANIE

Gąbeczkę od W7 oceniam  nieco gorzej od Donegal, bo na 3,5 / 6. Jest to jednak całkiem przyzwoita gąbka, warta wypróbowania, zwłaszcza dla fanów twardszych i zbitych struktur w tego typu akcesoriach. Ja jestem bardziej zwolenniczką kategorii "soft", aczkolwiek, POWER PUFF nie jest jakoś bardzo uciążliwa w użytkowaniu. Stosuję ją dopiero od niecałego miesiąca i zwyczajnie muszę się do niej przyzwyczaić. Po prostu różni się od Blending Sponge i inaczej się z nią pracuje. Nie wymaga tak łagodnego obchodzenia się z nią podczas prania jak to miało miejsce u Donegal, za co bardzo ją lubię. Łatwo utrzymać ją w czystości i zapewne z racji swej zbitej struktury okaże się też bardziej wytrzymała i "żywotna" niż Donegal, co według mnie  jest jej niepodważalną zaletą. Kształt gruszki jest poręczny i dobrze trzyma się w dłoni, zarówno podczas nakładania podkładu, jak i samego czyszczenia.  Plusem jest też, oryginalny, wrzosowy kolor, który wyróżnia POWER PUFF na tle innych tego typu produktów. Skusicie się?


Stosujecie gąbeczki do makijażu czy wolicie pędzle? Jak się Wam z nimi pracuje? Macie swoje preferencje odnośnie kształtu lub koloru? Jakie inne gąbeczki polecacie?
Zachęcam do komentowania, lajkowania i udostępniania! Z chęcią odpowiem na wszystkie komentarze. Wasze zainteresowanie jest dla mnie bardzo ważne- ogromnie cieszy mnie każdy komentarz i nowy fan! :)
Zachęcam tez do odwiedzania moich fanpage na Facebooku , a zwłaszcza na Instagramie KLIK, gdzie codziennie dzieje się coś nowego! 



Pozdrawiam gorąco, 
limited edition :* :)
 

13 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nigdy nie używałam gąbeczki do podkładu Najczęściej używam pędzla albo po prostu nakładam palcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować, na pewno nie pożałujesz. Takiego efektu jak gąbeczką nie uzyskasz pędzlem czy palcami ;)

      Usuń
  2. Jeszcze nie testowałam .Dzięki Twojemu postowi wiem, która lepiej się sprawdzi i mnie zadowoli, pozdrawiam;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, to co na którą się skusisz? ;P Buziaki :*:*:*

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Każda gąbeczka się powiększa pod wpływem wody ;) Chodziło mi o to, że mają identyczny rozmiar jak są suche oraz po namoczeniu jednakowo "rosną" ;)

      Usuń
  4. ja w końcu chyba wypróbuję te jaja, bo większość osób sobie chwali, a ja lubię naturalny efekt na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuj, będziesz zadowolona :). Najlepiej zacząć tak jak ja od tych tańszych i sprawdzić czy nam odpowiadają, a nie od razu porywać się na beauty blender :P

      Usuń
  5. Też skusiłam się na wypróbowanie gąbeczki z W7, dzięki temu, że ma fajny kształt idealnie rozciera nie tylko podkład, ale i korektor pod oczy. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Tego typu gąbeczki idealnie nadają się do blendowania korektora pod oczami, choć w tym przypadku, jak i skrzydełek nosa nieco lepiej spisywało się u mnie jajo od Donegal ;)

      Usuń
  6. Ja podklad nakladam pedzlem hakuro albo palcami ale po twoim poscie z pewnością jakas gabeczke zakupie

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja podklad nakladam pedzlem hakuro albo palcami ale po twoim poscie z pewnością jakas gabeczke zakupie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak Cię zachęciam swoim postem😊. Będziesz naprawdę zadowolona. Ja od lat też nakładałam podkład palcami i pędzlem, ale odkąd kupiłam swoją pierwszą gąbeczkę już niczego innego nie używam. Efekt jest nieporównywalny.

      Usuń

Copyright © 2016 Limited Edition ♥ , Blogger